Strona główna gazety
  Gwoździem po szkle
  Okno na kulturę
  Reporterskim piórem
  Co w mieście?
  Metafizyka
  i rzeczywistość
  Serwis sportowy


CO W MIEŚCIE?
 

 




 Niesłowne MPK?

 

 



Pasażerowie częstochowskiego MPK wciąż mają powody do narzekań – po raz kolejny zdrożały bilety, a kłopotliwa zasada „przednich drzwi” nadal obowiązuje

W 2003 r. MPK wprowadziło regulację polegającą na tym, że pasażerowie wsiadają do autobusu pierwszymi drzwiami i pokazują kierowcy bilety. Celem przedsięwzięcia było ograniczenie ilości gapowiczów, a tym samym zmniejszenie strat finansowych MPK. Pasażerom z kolei obiecano, że jeśli zaakceptują pomysł, ceny biletów nie będą rosnąć.
Po 3 latach funkcjonowania kontrowersyjnego przepisu spodziewanych efektów nie widać. Zasada nadal obowiązuje, a bilety drożeją. – Mnie się podoba zasada „przednich drzwi”. Każdy pokazuje bilet kierowcy i wtedy nie ma gapowiczów, a kolejka do kierowcy nie jest duża, bo przecież teraz nie jeździ wielu ludzi. Niech jest, jak jest – mówi pasażerka autobusu numer 16. – Takie wsiadanie jest niepotrzebne, jest kłopotliwe, tworzą się kolejki przed wejściem, są opóźnienia. Pasażerowie, którzy się spieszą, mają powody do zdenerwowania – mówi pasażerka autobusu numer 17.
Opinie kierowców MPK, podobnie jak wypowiedzi pasażerów, są zróżnicowane. – Moim zdaniem to przyniosło dobre efekty, jest mniej łobuzerii, jest na pewno bezpieczniej, młodzież nie spożywa w autobusie napojów alkoholowych, no i MPK zaoszczędziło na tym. Jeśli chodzi o moją pracę, to nie stała się bardziej uciążliwa, ale z pasażerami różnie bywa: niektórzy ignorują wsiadanie przednimi drzwiami, inni złośliwe komentują lub kłócą się. A że bilety zdrożały, to nie jest wina MPK, przecież drożeje benzyna, inwestujemy w nowe autobusy. Kierowcy też mieli otrzymać podwyżkę, ale była ona symboliczna – wyjaśnia pan Zygmunt, kierowca autobusu. – Firma zyskała około 50% oszczędności, pasażerowie generalnie nie przestrzegają przepisu, a ja na siłę nie będę tego egzekwował. Gdybym chciał to robić, musiałbym się z ludźmi wykłócać, a przez to byłyby opóźnienia, nie miałbym czasu na chwilę przerwy. A jeśli chodzi o podwyżki biletów, to trzeba wiedzieć, że decyduje o tym również Urząd Miasta, nie tylko MPK– komentuje kolejny kierowca.
O wyjaśnienie poprosiliśmy dyrektora częstochowskiego MPK Krzysztofa Nabrdalika. – Wprowadzenie w życie zasady „przednich drzwi” miało wyeliminować gapowiczów, a tym samym zmniejszyć nasze straty. Zdaję sobie sprawę, że jest to kłopotliwy przepis, ale dzięki temu wpływy z biletów wzrosły o 10% czyli ok. 200-300 tys. zł miesięcznie. To są wymierne korzyści przedsiębiorstwa. Jeśli chodzi o zarzut, że ceny biletów wzrosły, to nie mogę się z tym do końca zgodzić. Bilety od 2003 r. nie drożały, cena ich podniosła się dopiero w 2005 r. Powodem jest wzrost cen paliwa. Zasada będzie obowiązywać, a w 2007 r. papierowy bilet zostanie zastąpiony elektronicznym. Liczniki będą z przodu pojazdu, dlatego ta reguła będzie utrzymana.
Nawet jeśli pomysł z przednimi drzwiami rozwiązuje tylko częściowo problem gapowiczów i strat finansowych, to MPK i tak z niego nie zrezygnuje. Można się też spodziewać, że za kolejne nowatorskie pomysły firmy znowu zapłacą pasażerowie.

Magda Łyko i Kamil Orliński    styczeń 2007

Wróć na początek strony


 „MARKU, TWOJE FOYER!”




19. listopada odbyło się w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie uroczyste odsłonięcie popiersia Marka Perepeczko, połączone z koncertem specjalnym, który uczcił pamięć sławnego aktora i byłego dyrektora częstochowskiego teatru

Na scenie pojawiło się wielu przyjaciół Marka Perepeczko, wśród których znaleźli się m.in. Jerzy Bańczak, Monika Olbrychska, Alicja Wojciechowska, Andrzej Kalinin, Joanna i Jerzy Mrożkowie, Krystyna i Jarosław Pietrzak.
– Jest to wieczór szczególny, który z pewnością przejdzie do historii tego teatru. Wieczór smutny i radosny zarazem. Radosny, ponieważ utrwalamy Marka w pamięci teatru na zawsze, smutny, bo jest to pierwsza rocznica jego śmierci. Taki będzie też nasz koncert. Nostalgiczny, ale i pogodny, bo Marek był promiennym człowiekiem, który kochał się śmia㬠– mówił dyrektor teatru Robert Dorosławski.
Marek Perepeczko został przedstawiony nie tylko jako znakomity aktor i doskonały dyrektor, ale i wielki człowiek. Do jego pasji należało kolekcjonowanie rzeczy, które były mu właściwie niepotrzebne, ale wierzył, że może kiedyś zostaną przez niego użyte. Do tych przedmiotów należały rowery, dlatego też na scenie pojawił się zaprojektowany przez Stanisława Kulczyka złoty rower. Teatr jest miejscem magicznym, do którego udało się artystom i ludziom związanym z Markiem Perepeczko ściągnąć jego ducha.
– Myślę, że spełniło się największe marzenie Marka. Wrócił tu i zostanie na zawsze. Będzie się opiekował teatrem, który tak kochał, i nikt już nie zwolni go z tego stanowiska – mówiła Agnieszka Perepeczko, która podzieliła się z publicznością swoimi wspomnieniami o mężu. Z fragmentów „Truskawek w Milanówku” i „Życia warszawskiego”, jej książek, wyłonił się obraz ciepłego, zabawnego, romantycznego, skromnego człowieka, jakim był sławny aktor. Zwieńczeniem książkowych wspomnień była zaśpiewana przez Jolantę Zykun
piosenka „Truskawki w Milanówku”.
Od zabawnej strony Marka pokazał nam Stefan Friedman, opowiadając historię z lat młodzieńczych, kiedy to „Janosik” wymyślił, by zdawać do studium nauczycielskiego. – Czekaliśmy na swoją kolej do przesłuchań. Wszedłem pierwszy. Byliśmy już wtedy z Markiem trochę znani z telewizji. Komisja wyraźnie się speszyła. Nagle wstał młody chłopak i zadał pytanie, czy jeżdżę na rowerze. Kiedy wyszedłem, Marek rozgorączkowany pyta mnie, co chcieli wiedzieć w komisji. Odpowiedziałem, że spytali, czy jeżdżę na rowerze. Marek na to: “To ja zdałem” – opowiadał Friedman.
Również Andrzej Iwiński wspominał najzabawniejsze wspólne chwile.
– Bardzo nie lubię smokingów, ale Marek powiedział kiedyś, że mnie w nich lubi, bo wyglądam wtedy jak pingwin, a on przepada za tymi zwierzętami. Druga historia związana jest z naszym wspólnym kabaretem „Grosik”. To było w Gorzowie Wielkopolskim, kiedy Marek zapowiadał moje wystąpienie. Powiedział wtedy: “Proszę Państwa, teraz na scenę wejdzie mój przyjaciel Andrzej i jeśli Państwo go zauważą, to proszę przywitać go brawami”¬– wspominał Iwiński.
Na scenie pojawiły się także Paula Kwietniewska, Czesława Mączka, Teresa Dzielska, Iwona Chołuj, Agnieszka Sztuk, Arkadiusz Głogowski, Karol Stępkowski. Recytacji i piosenkom towarzyszyła muzyka trio jazzowego w składzie: Janusz Frączek, Marcin Lamch, Przemysław Pacan, oraz dźwięki fortepianu, przy którym zasiadał Andrzej Kloś.
Największe wrażenie wywarł występ Stana Borysa, który niebywale potęgował napięcie i pozwolił widzom na kontemplację. Był to najpiękniejszy hołd dla Marka Perepeczko.
Po uroczystym koncercie, w foyer odrestaurowanym właśnie przez dyrektora Perepeczko, nastąpiło odsłonięcie jego popiersia, wykonanego przez warszawską artystkę Iwonę Jesiotr-Krupińską.
– Cieszę się, że mogłam wyrzeźbić człowieka, który tyle wniósł do tego teatru, ale i życia wielu ludzi. Nigdy nie spotkałam się z taką serdecznością i życzliwością, jaką okazywał Marek Perepeczko innym ludziom. Bardzo długo zastanawiałam się, jak go wyrzeźbić. Jak pięknego „Janosika”? Ukazałam go jako normalnego człowieka, pełnego dobroci, ale i samotności. Bowiem urodą człowieka jest piękno jego duszy. I to piękno pokazałam w rzeźbie – powiedziała artystka.
Szczególną rolę w powstawaniu popiersia Marka Perepeczko miało Stowarzyszenie „Nasza Częstochowa”, które było inicjatorem nadania imienia teatralnemu foyer, a także fundatorem popiersia i całej uroczystości.
– Marek Perepeczko jako jedyny próbował połączyć sztukę z biznesem. Nie było w teatrze częstochowskim lepszego dyrektora niż on. Potrafił zaspokoić każdy gust, bardziej wyrafinowany i ten mniej wybredny. Marek był wszędzie. Bezinteresownie uczestniczył w aukcjach, organizował koła teatralne w szkołach. Bardzo chcielibyśmy, by ta sala, teatr i miasto wypełnione były jego duchem – mówiła Grażyna Żyła, skarbnik Stowarzyszenia „Nasza Częstochowa”.
Jednym z wielkich przyjaciół Marka Perepeczko był biskup Antoni Długosz.
– Czasem trzeba daleko odejść, żeby być blisko. Cieszę się, że Marek jako swoje drugie miasto wybrał Częstochowę. Teraz na pewno patrzy na nas z jakiegoś okna i jest zadowolony, że nadal o nim pamiętamy – mówił biskup Długosz.
Uroczystość podsumował dyrektor teatru Robert Dorosłowski.
– Marek wyśmiałby fakt, że rok po jego śmierci stawiamy mu pomnik; uważałby, że nie ma powodu, żeby go pamiętać. Pamięć o Marku Perepeczko z pewnością w Częstochowie nigdy nie zginie, a On będzie jawił się nam jako wielki aktor, doskonały dyrektor, ale przede wszystkim jako dobry, serdeczny, zawsze uśmiechnięty człowiek. My nie zapomnimy; stawiamy pomnik, by nie zapomniały przyszłe pokolenia.
 

SYLWIA GÓRA    listopad 2006

 


Wróć na początek strony


 Z KODEM POCZTOWYM W TYTULE


„42-200” to nie tylko, jakby się mogło wydawać, kod pocztowy Częstochowy, ale także nazwa gazety klubowej. Kultura, zarówno wysoka jak i ta klubowa, stanowi główny jej temat

            „42-200 Częstochowska Gazeta Klubowa” jest magazynem bezpłatnym, ukazującym się co miesiąc. Znaleźć ją można w wielu restauracjach, pubach, kawiarniach oraz galeriach i kinach. Pełna lista dystrybucyjna znajduje się w każdym numerze. Praca w gazecie ma charakter wolontariatu, wydawanie kolejnych numerów jest związane przede wszystkim z ilością artykułów sponsorowanych oraz reklam.

Zgodnie z założeniem „42-200” jest gazetą formatu A5, liczy ok. 40 stron, strony wewnątrz są czarno-białe, a okładka kolorowa. Pomysłodawcą i zarazem naczelnym redaktorem jest Andrzej Piłkowski. W skład redakcji wchodzi ok. 10 dziennikarzy, 4 fotoreporterów oraz grafik. Ekipa jest niezwykle zróżnicowana wiekowo, a dla niektórych redaktorów współpraca z magazynem to pierwszy w życiu kontakt z zawodem dziennikarza czy fotoreportera.

– Zacząłem od Drugiej Nocy Kulturalnej. To był mój debiut. Wcześniej szukałem jakiegoś sposobu, aby moje zdjęcia mogłyby być dostępne szerszemu gronu odbiorców. W końcu zadzwoniłem do redaktora naczelnego. Moje zdjęcia spodobały się i rozpocząłem pracę w „42-200” – mówi fotoreporter magazynu Kamil Kożuch. Dzięki współpracy z gazetą młodzi redaktorzy zyskują doświadczenie, uczą się współpracy i wyrabiają sobie nazwisko na częstochowskim rynku. – Dla mnie sukcesem było samo zdobycie doświadczenia i kilka lekcji pokory. Gdyby nie to, na pewno nie rozpocząłbym współpracy z „Gazetą Wyborczą” i nie dostałbym pracy w „Dzienniku Zachodnim” – dodaje Kamil Kożuch.

Ideą „42-200” jest dostarczenie czytelnikowi jak najwięcej informacji kulturalnych oraz oferowanie różnorodnych możliwości spędzania wolnego czasu. Dziennikarze tworzący gazetę piszą nieszablonowym i przystępnym językiem o kulturze wysokiej oraz masowej. Miesięcznik przeznaczony jest głównie dla ludzi młodych, w wieku 18 – 35 lat, aktywnych zawodowo, prowadzących czynny tryb życia.

Pismo ma przejrzysty układ. Rozpoczyna je krótki wstępniak redaktora naczelnego. Na kolejnych stronach zawsze znajduje się aktualne kalendarium kulturalne. Następnie można poczytać o tym, co działo się w sztuce, teatrze i muzyce. Gazetę dodatkowo ubarwiają felietony i wywiady, a także prezentacje częstochowskich miejsc i postaci.

Spotkania redakcji odbywają się 3 – 4 razy w miesiącu. Dziennikarze i fotoreporterzy dzielą między siebie imprezy, które należy zrelacjonować, zgodnie z możliwościami i upodobaniami poszczególnych członków redakcji. Przyszłość „42-200” jest niepewna. Gazeta istnieje obecnie bardziej jako znak rynkowy, hasło, idea, niźli produkt prasowy. Nie wiadomo kiedy, i czy w ogóle, ukaże się następny numer. Na przeszkodzie stoją względy finansowe. Niektórzy redaktorzy współpracują aktualnie z portalami „częstochowiak” i „etygodnik”. Miejmy nadzieję, że „42-200” powróci i już niebawem w nasze ręce trafi kolejny numer o kulturalnej Częstochowie w roli głównej.

Alicja Caban, grudzień 2006.




 Wolontariat bez granic



Rozmawiamy z wolontariuszkami z Niemiec: Claudią Adamczyk (21 lat, Fulda), Simone Hein (20 lat, Ibbenburen), Jennifer Liss (20 lat, Kamen).


Od września 2006 r. pracujecie jako wolontariuszki w MDK, w ramach programu "Zeus I". Jak doszło do tego, że znalazłyście się w Częstochowie?

C.A. - W Niemczech jest tak, że po maturze młodzi ludzie mogą przez rok zastanawiać się nad wyborem studiów i w tym czasie zająć się wolontariatem. To się nazywa "rok socjalny", kiedy można pracować np. z osobami niepełnosprawnymi, z dziećmi w przedszkolu i otrzymywać za to wynagrodzenie. Istnieje też możliwość tego rodzaju pracy za granicą i ja skorzystałam z takiej oferty. Wybrałam Polskę, bo moja mama jest Polką, więc chciałam poznać ten kraj i język.

S.H. - Ja szukałam w internecie możliwości wyjazdu do innego kraju i trafiłam na organizację "Zeus I", dzięki niej znalazłam się tutaj. W ten sposób mogę zdobyć nowe doświadczenia, poznać inne zajęcia, pomyśleć o przyszłości i usamodzielnić się.

J.L. - Koleżanka powiedziała mi, że przez rok będzie na praktyce w Estonii, co wydało mi się bardzo interesujące, więc zaczęłam szukać w Internecie organizacji zajmującej się wyjazdami do innych państw w ramach wolontariatu. Chciałam poznać kolejny, nowy język, nauczyć się samodzielnego życia. I tak oto trafiłam do Częstochowy.

Na czym polega wasza praca w MDK-u?

C.A. - Ja realizuję swój program ekologiczny, adresowany głównie do dzieci, np. uczę je segregacji odpadów czy też pokazuję im, jak można zrobić "ekologiczną biżuterię". Poza tym zaznajamiam ich z podstawami j. niemieckiego, sama też wiele korzystam z bogatej oferty MDK-u, chodząc na lekcje j. polskiego, zajęcia z krawiectwa i lekcje śpiewu.

S.H. - Jeśli chodzi o mnie, to realizuję program integracyjny, pomagam instruktorom w pracy z najmłodszymi uczestnikami, uczę dzieci j. niemieckiego i, podobnie jak Claudia, sama uczę się j. polskiego i wielu cennych umiejętności.

J.L. - Ja z kolei zajmuję się ekologią, pracuję w Złotym Potoku, w Zespole Parków Krajobrazowych. Oprócz tego staram się poznać język polski tłumacząc np. teksty przewodników po Jurze na angielski i niemiecki.

Jak układają się wasze relacje z pracownikami MDK-u?

C.A., S.H., J.L. - Współpraca z MDK-iem przebiega bezproblemowo, wszyscy są dla nas mili, starają się pomóc. Jedynie czasami przeszkodą jest ciągle niewystarczająca znajomośc języka polskiego, poza tym wszystko jest O.K.

Co robicie w wolnym czasie?

C.A., S.H., J.L. - Najczęściej spacerujemy po mieście, zwiedzamy je, zaglądamy do ulubionych kawiarni, np. "Czas na herbatę", a w czwartki chodzimy do pubu "Rue de Foch" przy ul. Focha, gdzie spotykają się młodzi cudzoziemcy, podobnie jak my mieszkający w Częstochowie. Wyjeżdżamy też na wycieczki do innych miast, np. Krakowa i Torunia.

Jak sobie radzicie z problemami życia codziennego (bankomat, dojazdy, płatności)?

C.A., S.H., J.L. - Życie codzienne nie sprawia większych problemów, bez trudu robimy zakupy, korzystamy z komunikacji miejskiej, bankomatu czy kina. Zdarza się jednak, że są problemy w porozumiewaniu się z Polakami; jeśli pytamy o jakieś miejsce, adres, nie zawsze rozumiemy odpowiedź, ale nie można przecież opanować perfekt języka w ciągu kilku miesięcy. W końcu zawsze się jakoś dogadamy.

Czy polska młodzież różni się czymś od niemieckiej? Jeśli tak, to czym?

C.A. - W Niemczech jest coś takiego, że młodzi ludzie ubierają się w stylu takiej muzyki, jakiej słuchają. Np. nie znam kogoś, widzę go po raz pierwszy i wiem, że słucha hip-hopu. W Polsce tego nie ma. Strój nie "mówi", jakiej muzyki dana osoba słucha.

J.L. - Nie zauważyłam jakiejś wielkiej różnicy, może tylko taką, że młodzi Polacy są bardziej konserwatywni, częściej chodzą do kościoła... S.H. - Ja widzę, że polskie dziewczyny są o wiele bardziej eleganckie niż niemieckie.

Jak postrzegacie Częstochowę? Czy jest to "dobre miasto"?

C.A. - Polubiłam Częstochowę, ogólnie mi się podoba, choć denerwuje mnie, że centrum jest zakorkowane, wg mnie Aleje powinny być wyłączone z ruchu.

J.L. - Ja interesuję się sztuką, więc zwiedzałam miasto pod kątem zabytków. Jasna Góra zrobiła na mnie duże wrażenie, ale centrum nie jestem zachwycona.

S.H. - Częstochowa to duże, ładne miasto, ma swoje plusy i minusy, mnie zaskoczyło to, że są tu uczelnie, ale słabo widoczne jest studenckie życie.

Będziecie chciały wracać do Częstochowy? Do Polski?

J.L. - Ja tak, chciałabym bardzo wracać do Polski, może nawet zamieszkać na stałe, mam tu rodzinę, czuję związki. Na pewno też będę przyjeżdżać do Częstochowy.

C.A. - Moja mama jest Polką, ja czuję się mocno z Polską związana i wiem, że będę tu wracać i, oczywiście, odwiedzać Częstochowę.

S.H. - Czuję, że będę wracać do Częstochowy, zostawiam tu część swojego życia, miło więc będzie przyjeżdżać i wspominać.


Rozmawiali: Kamil Orliński, Anita Pilżys, Alicja Caban







 "Prezydent do wymiany"



W czerwcu 2009 roku zawiązał się społeczny komitet dążący do przeprowadzenia referendum w sprawie zmiany urzędującego obecnie prezydenta Częstochowy Tadeusza Wrony. Wśród ludzi z komitetu pojawiły się m.in. takie nazwiska, jak: Kocyga, Kulawik, Tyl, Balt oraz Wolski. To szacowne grono, zdominowane przez biznesmenów, zawodowych polityków i lekarzy, wykorzystało energię częstochowskiej młodzieży (acz nie za darmo!), aby zrealizować swój cel. No i udało się, być może T. Wrona odejdzie, tylko co dalej? Ewentualny następca będzie urzędował niecały rok. Co można zrobić dla miasta w tak krótkim czasie? Niewiele lub nic. Można za to zrobić wiele dla siebie, rodziny, przyjaciół i znajomych. Można ten czas wykorzystać na realizację prywatnych interesów.
Nie jestem fanką T. Wrony, ale to referendum uważam za bezsensowne, jest to przy okazji wielkie marnotrawstwo publicznych pieniędzy, a podobno mamy kryzys i każdą złotówkę trzeba wydawać rozsądnie. Widocznie ludzi naiwnych nie brakuje i w naszym mieście, uwierzyli, że zmiana prezydenta zmieni Częstochowę w Paryż. Ja wiem jedno: cudów nie ma, chociaż nasze miasto ponoć z nich słynie.
14.11.2009
Paulina Chudzicka